Mamy wizę na miesiąc, specjalnie w
Szwajcarii wyrabiana aby była przedłużalna, powinno nie być
problemów. Proste nie?
Misja : przedłużyć wizę.
Zasady: zdobyć 1000000 dokumentów
Ale co to dla nas!
Trzy, dwa, jeden START
poszłyyyyyyyyyyyyy!!!!!!!!!
Scenka nr1
Podjeżdżamy pod stary, brudny,
odrapany budynek, wyglądający jak bar z filmów o dzikim zachodzie.
W budynku, przy starym stoliku siedzi sobie Pan. Pan patrzy na nas,
my patrzymy na Pana. Chwila ciszy. Przechodzimy do konkretów, bo
potrzebujemy przecież od Pana baaardzo ważny dokument. Siadam na
skraju podstawionego mi taboretu i rozpoczynam obserwację. Brudne
ściany, stary materac (?), stosy brudnych teczek, zszokowanie
spojrzenie Reni, brudne ściany, porozumiewawczy uśmiech Siotry
Alejandry.... STOP! Dlaczego Pan przepisuje połowę danych z
paszportu mojego, a drugą połowę z Reni??? Ano tak... spokojnie
poprawia, niewzruszony naszą paniką.
Potrzebne dane naszych rodziców. Ok.
Pan kładzie przed nami skreberko po gumie do żucia. Patrzę na
sreberko, patrzę na Pana.. acha... to na tym mamy wypisać dane...
Scenka nr2
Kolejny dokument to zaświadczenie że
pracujemy w ramach działalności Kościoła Katolickiego. Wsiadamy
do małej taksówki aby przejechać na drugi koniec miasta i.......
stoimy. Wszystko stoi. Korek gorszy niż w centrum Warszawy w
godzinach szczytu. Ulicą idą tłumy. Przedzierają się między
samochodami a my.... STOIMY. Kierowca niewzruszony wyłącza
samochód. Można sobie uciąć drzemkę..
Wchodzimy do Episkopatu!! I to by było
na tyle, bo akurat nie ma prądu. Ksiądz tłumaczy nam że od rana
są problemy i nic nie działa. Możemy spróbować po południu.
Popołudnie. Dzwonimy czy jest prąd.
Prąd jest!!!! Jedziemy. Tym razem autobusem. Wciśnięte w małego
busa, upchanego ludźmi pod sufit, podskakujemy na wybojach i o mało
nie wypadamy na zakrętach przez otwarte drzwi. Człowiek na
człowieku.
Wchodzimy do Episkopatu!!
Przepraszamy.... znowu nie ma prądu.
Scenka nr3
Potrzebny dokument z Komendy Głównej
Policji.
Przeciskamy się przez całe miasto.
Dobiegam do drzwi... ZAMKNIĘTE.
Szukamy, pytamy. Wychodzi nam naprzeciw
Pani i oznajmia że zamknięte. Aha. A dlaczego? Pani podaje jakieś
zawiłe wyjaśnienie na które Siostra Alejandra tylko wznosi brwi do
góry.
„Czy jutro już będzie otwarte? „
„Możliwe. Powinno być”
Aha.
Następnego dnia wprawdzie jest otarte,
Pani przyjmuje dokumenty, ale potrzebny nam świstek może nam wydać
za..... dwa dni.
I tym sposobem koczujemy w stolicy
grając w zabawę „Zbież je wszystkie”. Wyjazd do Mahajangi
przekłada się z dnia na dzień. To tylko 14 godzin stąd....
Wizę dostaniemy na kolejny miesiąc. A
wtedy zabawa zaczyna się od początku...:D
O biedny europejczyku... jakże
śmieszny i bezsilny się tu czujesz ze swoim zegarkiem i swoimi
uporządkowanymi planami...
Ruda:)